Zaszufladkowany do: Bezsensowne
‘Nowak! Nie miesza się wódki z winem!’
‘I wtedy zobaczymy latające ślimaki!!! Łoooo!!!’
‘Nudzi mi się…’ ‘To się napij!’
‘Za zdrowie pani Porembskiej!’ ‘khem… khem… khem… KHEM!!!’
‘Caritas Polska imprezy’
‘Chodź, napiszemy teraz sztukę i przeczytamy ją rano!’ ‘A potem nazwą nas Witkacy’‘
‘Najtrzeźwiejsza z trzeźwych’
‘Ja nie jestem pijana, ja jestem wstawiona…’ ‘tak, tak Kasiu…’
‘Wyczaruj mi kołdrę…’
‘tfu, tfu, tfu’ ‘?’ ‘Tfu, kawałki korka pływają w butelce…’
‘Za zdrowie Szu!’ ‘Za zdrowie brzucha Szu!’
‘A kiedy nadjechały domy… zatrzymałem je ręką. Czy jakoś tak to szło…’
‘Czubaj, tu jest kołdra i poduszka!’ ‘Super. Idziemy spać.’
‘Przesuń się.’ ‘Co…?’
(Chcę tu zaznaczyć, że z upodobaniem użyłam interpunkcji angielskiej, której stosowanie próbowałam wymusić na Witku piszącym ze mną prezentację o getcie warszawskim.)
Garść cytatów z imprezy. Tłum ludzi pijanych, wstawionych i trzeźwych. No tych ostatnich to raczej wybitnie nie tłum, ale nevermid.
W życiu nie krztusiłam się tak, jak po toaście za zdrowie naszego czerwonego krasnoludka.
W życiu nie miałam w domu takiego syfu, jaki ukazał się przy sprzątaniu zosiowej chatki po imprezie. Pragnę tu pogratulować mojemu żołądkowi, że na tą mieszaninę zapachów i obrazów zareagował tylko delikatnym przypomnieniem o swojej osobie, a nie ukazaniem swojej zawartości. Dozgonne dzięki, stary. I mam nadzieję, że będę mogła być Ci długo wdzięczna, podobnie jak K. za Fantę i gumę do żucia.
W życiu nie zrobiłam tylu herbat dla innych, mniej wytrzymałych żołądków.
W życiu nie usłyszałam tylu głupot i bzdur. A, i nadal nie wiem, kto dokładnie był u Zosi.
W życiu nie znalazłam tylu kołder/koców/prześcieradeł/śpiworów/płaszczy dla tych, którzy nie wytrzymali do rana.
W życiu nie ucieszyłam się tak, na widok poduszki i koca. I tego, że W. udało się nie zabrudzić mojego płaszcza.
W życiu moja Gitara i trzy akordy nie zrobiły takiej furory. Musieliście być naprawdę pijani, by nazwać mnie genialną Gitarzystką.
Poza tym nazwano mnie caritasem polska imprezy, podziękowano i wyrażono uznanie dla udzielonej pomocy i w ogóle och, ach.
I byłoby wręcz cudownie, gdyby coś drewnianego (nie mam pojęcia co, ale na tym się śpi. ;P) nie wbijało mi się w nogę, aż do momentu, gdy K. łaskawie raczył się przesunąć i dostałam kawałek miejsca więcej.
Nauka na przyszłość: nie spać we dwoje na pojedynczym drewnianym czymś.
I jestem pewna, że moje kolczyki umieją chodzić. Bo jeśli nie, to jak, w takim razie, byłby w stanie zmienić miejsce, z moich uszu na okolice moich kostek?