Zaszufladkowany do: Prywata
No więc został mi już niecały tydzień do końca 16 lat.
Przytłaczające.
***
Wróciwszy z obozu, postanowiłam kupić sobie wreszcie nowy mundur. 65 złociszy na Targowej i nowe wdzianko wisi sobie wesoło w pokoju (nie pytajcie o rozmiar, nadal nie mogę się z nim pogodzić…).
Zmusiło mnie to też do odłożenia mojego starego munduru do szafy. Strasznie mi szkoda go odkładać, bo był ze mną przez te wszystkie dni, aż osiągnął stan, w którym nie mogłam podnosić w nim rąk zbyt energicznie do góry, bo wtedy cały wychodził ze spodni na wierzch.
To samo działo się przy schylaniu.
Zdążył się sprać do białego, choć wydaje mi się, że za ten kolor odpowiedzialne jest jedno pranie.
To po Palmirach, kiedy wrócił zalany herbatą.
A prawy pagon był do niego przyszyty, żeby nie było widać tego, że znajduje sie tam guzik nie od kompletu.
Bo ten właściwy musiał zmienić miejsce na drugie od góry na przodzie, kiedy w czasie kursu HSR pękł na pół guzik będący na zazwyczaj. A na mankietach nigdy nie miałam guzików, więc nie można było ich wykorzystać.
Pewnie odpruła je któraś z poprzednich właścicielek.
Pomarańczowe kropki z rdzy w okolicy Krzyża i innych guzików tylko nadawały uroku.
I co z tego, że dziura wycięna na Krzyż była już 4 razy większa, niż być powinna? Naprawdę nie widzę w tym niczego niewłaściwego.
Ok, racja, zgodzę się, rękawy po rozwinięciu sięgały niewiele dalej poza łokcie, ale i tak nosimy je zwinięte, więc nikomu to nie przeszkadzało.
No dobra, masz rację, spódnica była nieco za krótka, ale przecież mogłam nosić spodnie, no nie?
I też nie robił mi różnicy fakt, że nie miała wszystkich guzików od kompletu. Ten pierwszy i tak był zakryty przez pasek, więc nikt o tym nic nie wiedział.
Ale chyba żadne inne moje ubranie nie było tyle razy zakładane w zupełnym pośpiechu, byle szybcie i byle zdążyć na czas. Przeżył poszukiwania w kontenerze na śmiecie, wielokrotne odymienie na wskroś i kilkanaście razy prze-bosko prezentował się na moim grzbiecie w czasie pasjonujących apeli ku czci.
Chyba dopiero różowe ciapki niewiadomego pochodzenia (podejrzewam granarowy sznur i jakieś diabelskie barwniki w nim zawarte. To znak! Na pewno!) zmusiły mnie do zakupu nowego.
I teraz taki nienaturalnie ciemnoszary, pachnący sklepem, z pełnym kompletem guzików i rewolucyjnym dopasowanie do kobiecej figury mundur wisi na miejscu starego.
No niby pantha rei, i wszystko się zmienia, i nic nie trwa wiecznie, ale nie wydaje mi się, by zakup ten był niezbędny.
I tak nadal będę nosić stary mundur, gdy nikt z GKi nie będzie widział!
5 komentarzy jak dotąd
Dodaj komentarz
<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <pre> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>
Panta rei to prawie jak Armiowe carpe diem – dziel i rządź ^^
komentarz - autor: Glaś. 23 lipiec 2008 @ 10:28 pmJak do tego zbiorku łacińskich sentencji dodamy jeszcze Cogito ego sum, to będzie już prawie cała moja znajomosć łaciny ^^
komentarz - autor: olexandra 23 lipiec 2008 @ 10:42 pmego xD tia, “myślę ja jestem” ^^
szkoda munduru…
komentarz - autor: 100. 24 lipiec 2008 @ 10:16 pm“r” mi się zjadło no.
komentarz - autor: O. 25 lipiec 2008 @ 12:06 am^^
komentarz - autor: 100. 25 lipiec 2008 @ 9:12 am